niedziela, 28 grudnia 2014

Dzielimy się dobrymi myślami

Dosiadam się do ogniska, przynoszę dodatkowe wino i dorzucam kilka dobrych myśli od siebie. Wspomnienia, które wywołują uśmiech na mojej twarzy. Dzięki Anja za zaproszenie! A sam pomysł pochodzi od Asikowej. :) O, no i zapraszam do zabawy.


Pierwsze wspomnienie sięga zaledwie kilku tygodni. Pijani po którymś z melanży poszliśmy do domu K. Jakoś tak wyszło, że zaczęłam na jutubie puszczać muzykę, która leci u mnie w pracy w radiu. Z pijacką pasją opowiadałam mu, przy których kawałkach da się jeszcze wytrzymać, a których nie mogę znieść. W pewnym momencie włączyłam Caribbean Queen Billiego Oceana (patrzcie jak tańczy w 2.10 do 2.15! Yeah man!) i zaczęłam robić miny do tekstu piosenki i tańczyć jak w latach 80. Wiecie, machanie ramionami i te sprawy. K. patrzył na mnie rozbawiony, potem do mnie dołączył. Dobrze, że nikt tego nie widział i nigdy nie zobaczy... :D Do tej też bym potańczyła: klik ;D

Z uśmiechem wspominam, jak po kilkugodzinnym melanżowaniu, które zakończyłam killa buchem, z zamkniętymi oczami uwiesiłam się na koszuli K. a on mężnie, choć też go zarzucało, trzymał mnie i prowadził całą drogę do miasta gdzie złapaliśmy taxi.

Jak z Czarną łaziłyśmy po ulicach. Ona chuda, ja blondynka bardziej przy kształtach. Ona bardziej towarzyska, ja wtedy jeszcze raczej cicha. Zapamiętale chlałyśmy piwo, gadałyśmy z dostawcami fast foodów i paliłyśmy zioło pod sklepem z chłopakami z ulicy. Wysiadywałyśmy nad jeziorem, gadałyśmy dosłownie ze wszystkimi, a ze sobą o wszystkich i wszystkim. Pijane nocne narratorki. Pamiętam jak zebrałyśmy wycieraczki sprzed mieszkań i położyłyśmy na środku ulicy przeciągając tam też pomarańczowy słupek.
Kiedyś poszłyśmy do sklepu po piwo i sprzedawczyni dała nam za darmo czipsy, bo były przed końcem daty. To było gdzieś na początku naszej znajomości... i to samo przydarzyło się tuż przed przeprowadzką Czarnej. Czipsy prologiem i epilogiem przyjaźni.

Dodam jeszcze spotkanie po latach z Julką, która przyjechała z chłopakiem w okolice Glasgow kilka miesięcy temu. To było takie niewiarygodne a weekend wydawał się trwać dłużej niż zwykle, tyle udało nam się zwiedzić. Najlepiej wspominam spacery po lesie, opowieści Julki o znajomych z polski i jak wystawaliśmy z K. na balkonie. Kiedy czekaliśmy aż przyjdzie w naszą stronę wielka chmura deszczu (była tak gęsta, że zastanawialiśmy się, czy to nie mgła), jak rano piliśmy tam kawę i jak wieczorem pijani paliliśmy papierosy oglądając nocny horyzont, a ja paplałam coś o rapie, literaturze i samobójcach.

Święta 2012. Zajmowałam się wtedy psem znajomej mamy. No i był nasz śp. Pies. Upiekliśmy z Bratem tacę kiełbasek i w przerwach w jedzeniu (jeżeli można umrzeć z przeżarcia, to powinnam nie żyć od kilku świąt) dokarmialiśmy psy - żeby też miały swoją świąteczną kolację. Mega pozytyw, a ta radocha na psich mordach - bezcenne.

25 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie zbiory dobrych myśli. Taka dobra energia na cały dzień dla wszystkich ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czipsy zawsze i wszędzie ♥ Szkoda, że przyjaźń się skończyła, ale chociaż przez jakiś czas fajnie wam było razem, prawda?
    No a karmienie psiaków to radocha z obu stron, masz rację :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było było, dalej utrzymujemy kontakt. Wiadomo, że to nie to samo, ale przynajmniej jest co wspominać ;)

      Usuń
    2. Masz rację - wspomnienia są fajne :)

      Usuń
  3. Fajnie jest tak trochę poszaleć ze znajomymi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że i Ciebie dopadło ^^ Lubię czytać o takich pozytywnych szaleństwach :D Haha, ja zawsze boję się oglądać nagrania z imprez na których tanczyłam, bo wiem, że czasem mnie ponosi xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha!:D Nie no zabiłabym jakby ktoś mnie nagrał :O

      Usuń
    2. To mnie się chyba nie boją xD

      Usuń
  5. jeden wielki melanż xD uwielbiam takie wspomnienia! :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość :D
    Same szalone wspomnienia masz, aż ciężko się nie uśmiechnąć, jak się o nich czyta :) a co dopiero takie przeżyć :)
    Uwielbiam picie w plenerze, o, tak to ujmę :D to lepsze niż domówka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że musiałam się porządnie zastanowić nad tym, co tu wybrać? Ja też preferuję plener, bo to zazwyczaj spontan a spontany są najlepsze :D

      Usuń
    2. wyobrażam sobie, bo to nie jest takie proste zadanie jak się wydaje :D moja przyjaciółka też tak powtarza, że spontan najlepszy i to jest święta racja :D

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Nom, już mi po moim śpiewaniu z szefową wystarczy "zabawy" w większym gronie :D

      Usuń
    2. Fajną szefową musisz mieć, serio ^^

      Usuń
    3. Fajna babka, wesoła ale też profesjonalna:)

      Usuń
  8. No imprezowo. ale to dobrze, takie wspomnienia należy zbierać


    PS. Z przejedzenia na pewno można zemdleć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto warto

      Współczuję Ci szczerze bo miewam skoki ciśnienia i jakoś tak mi się wyobraża jak to może wyglądać. Nie chcę tego przeżyć ;o

      Usuń
    2. Haha, to nie daj się ponieść przez gastro do krainy obfitości (czyt. lodówki) :)

      Usuń
  9. Ja też ostatnio miałam taki powrót do muzyki z lat 80. Miazga! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. abyś w Nowym Roku nazbierała do koszyka,
    dwa razy tyle wspomnień,
    takich, które wywołują uśmiech ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No proszę, miesiąc minął, na nominacja nadal krąży - wspaniale! <3
    Podoba mi się akcja z wycieraczkami. :D

    OdpowiedzUsuń

Lubię wywody, dywagacje i anegdoty. Nie mam też nic przeciwko krótkim, sensownym komentarzom. Pisz śmiało, ale nie zapomnij przeczytać co komentujesz.

Kamińska pozdrawia!